5 rocznica życia Kłody przypada na 21 października. Jak wybierałam szczeniaka spośród 3 chłopaków, padło na najgrubszego :P Był największym i najbardziej klopsowatym szczylem w miocie. Zawsze jestem ciekawa co by było gdybym wybrała innego, ale nie żałuję swojego wyboru :D
Cody w przeciągu tych 5 lat zrobił dużee postępy, patrząc chociażby 2 lata wstecz...Cieszę się, że chociaż doszliśmy do tego etapu, na którym teraz jesteśmy. Jestem z tego bardzo dumna, że udało mi się u niego wypracować wiele rzeczy, które kiedyś wydawałyby mi się niemożliwe. Wiele rzeczy oczywiście pozostaje do wyszlifowania, może się uda, a może nie. I tak będę zadowolona z mojego pieseczka, który ze zwykłego kanapowca, który chodził co najwyżej na 30 minutowy spacerek na flexi, zamienił się w sportowego psa i lubi to robić.

Tak naprawdę to dzięki niemu poznałam ten wspaniały świat agility i dogfrisbee. Dzięki niemu poznałam 2 pasje, bez których teraz nie wyobrażam sobie życia. Jakby nie udało mi się namówić wtedy mamy na psa to nie wiem co by było. Chyba siedziałabym całymi dniami pod mostem, robiąc coś dziwnego :P Tak dla ścisłości, tata o Łajcie dowiedział się tydzień przed odbiorem. Na początku oczywiście było ostro, ale wszystko zmieniło się gdy wrócił tego dnia z pracy i przywitała go biała kuleczka, machająca ogonem na wszystkie strony.
Był bardzo grzecznym szczeniaczkiem. Byliśmy raczej przygotowani na wymianę mebli jak podrośnie, a mały terrierek obgryzł tylko pare uchwytów i krzesło, zajmował się swoimi gryzaczkami. Był oczywiście też bardzo szczwanym szczeniakiem, co mu zostało do teraz.
Może czasem na niego narzekam, ale taka już kolej rzeczy :P
Wszystkiego najlepszego Kłodo!
No i to by było chyba na tyle...:D