Na wstępie powiem, że już bardzo długo nie korzystałam z takiego typu smyczy, bo po prostu było jakoś tak wygodniej korzystać ze "zwykłej" smyczy, czy to na treningu czy na zawodach albo nawet na zwykłym spacerze. Na zawodach nawet byłoby ciężko korzystać ze smyczy automatycznej, ale i takich hardcorów się widuje - najczęściej to zieloni, typowi "Kowalscy" ze swoim kejtrem, lecz nie o tym teraz mowa.
Jakiś czas temu, dzięki CZTERY ŁAPY, wpadła w moje ręce lśniąca i nowoczesna smycz Flexi Vario System. Na pierwszy rzut oka, po rozpakowaniu paczki, wszystko wygląda bardzo profesjonalnie, lecz, jak to w świecie bywa, niekoniecznie musi takie być na jakie wygląda. W tym przypadku mogę śmiało stwierdzić, że smycz jest pod każdym względem doprecyzowana do życia w mieście.
Smycz świetnie leży w dłoni! Na pewno nie tylko mi, ponieważ posiada regulator, który oczywiście można sobie dopasować do własnych upodobań czy też po prostu do wielkości ręki. Jest to na prawdę fajny pomysł, bo w moich starych smyczach flexi czegoś takiego nie było. Może nie było to jakoś uciążliwe, ale jednak taki "bajer" poprawia komfort.
Cody najbardziej skorzystał z tego testu, gdyż to on właśnie najbardziej się do takich smyczy nadaje. Jeżeli chodzi o Vento - to na prawdę ciężko spaceruje się na tego typu smyczy z psem, który ma problem z ciągnięciem.
Taśma w smyczy działa bardzo delikatnie i płynnie. Nie słychać dziwnych dźwięków przy zwijaniu, ale też muszę dać ogrooomny plus za blokowanie! Pamiętam, że w moich starych smyczach taśma musiała wskoczyć w odpowiednie miejsce. A tutaj? Idealnie! Taśma zablokuje się w każdym miejscu!
Flexi Vario System posiada 3 wymienne końcówki do smyczy - zwykła, amortyzowana oraz ledowa. Amortyzowana bardzo fajnie się sprawdza i rzeczywiście, jakoś mniej odczuwałam mojego pociągowego bordera. Cieszę się, że firma pomyślała o czymś takim, bo na prawdę jest to bardzo komfortowe!
Końcówka z ledowym oświetleniem również jest świetnym rozwiązaniem - ta akurat rewelacyjnie sprawdzi się podczas nocnych spacerów. Taśma świeci czerwonym światłem jednolicie lub mruga - szybko albo wolno, w zależności co preferujemy i co sobie w danym momencie włączymy.
Podoba mi się również pomysł z połączeniem pojemniczka na woreczki czy też na smakołyki(jak kto woli) i smyczy. Nie zawsze mamy kieszenie, a jak mamy to nie zawsze jest w nich miejsce, od tego jest właśnie taki pojemniczek i moim zdaniem jest świetnym rozwiązaniem. Nie trzeba szukać ani nigdzie grzebać, tylko po prostu wyciągnąć.
Flexi Vario System posiada też w swoim gadżetowym szale lampkę Led-Lighting-System. Lampkę można przymocować do smyczy. Ma ona w sobie dwa rodzaje świateł - czerwone, dla lepszej widoczności w mroku oraz białe, rozciągające się światło, które może nam służyć jako latarka i rozświetlać drogę podczas wieczornych czy nocnych spacerów.
Tak jak mówiłam na początku, smyczy automatycznych używałam bardzo dawno temu, aż do teraz. Moje poprzednie smycze to było nic w porównaniu do tej! Flexi Vario System jest na prawdę komfortową smyczą. Jeżeli Wasz pies umie chodzić na smyczy i zastanawiacie się nad takim "cackiem", to nie macie nad czym. Jest jak najbardziej warta swojej ceny. Wszystko jest bardzo łatwe w obsłudze.
Chodzę z moimi psami już dobre 4-5 lat na zwykłych smyczach, więc skoro uważam, że smycz jest komfortowa to na prawdę...musi być dobra!
Jeszcze raz dziękujemy CZTERY ŁAPY za możliwość przetestowania tak świetnej smyczy! Daję jej przysłowiowe 10/10!
piątek, 17 czerwca 2016
piątek, 3 czerwca 2016
Ale to już było...
W końcu nadszedł czas, aby usiąść i odkurzyć bloga! Okres matur i liceum już na szczęście za mną, jednym słowem, wakacje oficjalnie rozpoczęte! Planów sporo, z niektórych musiałam zrezygnować, ale nic straconego:D I tak na pewno spędzimy wiele czasu z naszymi przyjaciółmi;)
Myślę, że wystarczy tego wstępu. Nie będę opowiadać o jakichś pierdołach, dlatego zacznę od kolejnej próby samobójczej Codyego. Na początku po prostu wymiotował, w sumie wszystkim co spożył - nawet wodą. Niestety los tak chciał, że przez to nie mogliśmy wystartować na Annówka Cup:( Myślałam, że to tylko jakies zatrucie i rano będzie ok, ale okazało się, że jednak, więc szybko do weterynarza, pies na kroplówce. I tak te kroplówki ciągnęły się przez ponad tydzień.
Początkowo podejrzenie zapalenia trzustki lub ciało obce, tak wskazywały wyniki badania krwi. Byłam wtedy sama i niestety nie miałam tyle pieniędzy, żeby od razu zrobić usg lub kontrast. Uruchomiłam znajomości i kolejnego dnia kontrast, na którym nie było jeszcze wtedy widać co w nim siedzi, więc był leczony na zapalenie trzustki. Cały czas na kroplówkach, bez jedzenia. Kontrast przez parę dni stał w miejscu, a po 3h u zdrowego psa powinien przejść przez cały układ pokarmowy.
Nadeszła decyzja na golenie brzucha i usg. Usg wykazało, że jelita prawie w ogóle nie pracują, a w jednym miejscu są mocno powiększone z jakąś treścią pokarmową, więc pies na stół...Nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy...Z Kłody lekarze wyciągnęli pestkę brzoskwini, które utkwiła w jelicie:P Trochę szczęście w nieszczęściu, bo gdybyśmy zwlekali z otwieraniem go, mogłoby dojść do perforacji jelit.
Głupi ma szczęście albo diabli złego nie biorą:P
Oczywiście kolejny czas oczekiwania na ściągnięcie szwów oraz rekonwalescencja, ale Cody wraca już do formy w nowej stylówce!
Koniec już ze smuteczkami! Czas wrócić do Latających Psów w Poznaniu. Nowa formuła Updog okazała się bardzo przyjemna! Razem z Esterą trochę cykałyśmy i nie ogarniałyśmy nic z nowego regulaminu, ale przyjęłyśmy nowe reguły bardzo miło. Na prawdę podoba mi się taka formuła, bardziej w stylu zabawy niż współzawodnictwa. Nie odczuwałam żadnej presji a propo startu, nie wiem, może to moje podejście, a może jednak Updog mi w tym pomógł? ;)
Zacznijmy od Dog Divingu. Mój piesek nie należy do psów mało odważnych, ale jednak troszkę speniał:D Chyba po mamusi bał się przeźroczystego dna. Po zrobieniu koncertu oraz wejściu po schodach do wody, zdecydował się skoczyć! Skoczył 3 razy, jednak za mało, żeby się zakwalifikować dalej. Był dzielny i mamy na koncie sukces szkoleniowy, więc jak najbardziej jestem z mojej czekolady zadowolona!
Po długich nocach z przemyśleniami, podjęłam decyzję o zrobieniu freestylu. Mówiłam na początku, że jakoś specjalnie się nie stresowałam. Wiadomo, stresik był, ale na pewno mniejszy niż na agilitkach! Zawody zawsze pokazują mi jakie mamy braki i tym razem było tak samo. Jednak! Ventylek był kochanym pieseczkiem, starał się wszystko złapać, czasami brakowało mu wsparcia ode mnie, czasami po prostu brzydko rzuciłam, a w większości czasu strasznieee wiało:( Podołaliśmy temu i jestem na prawdę zadowolona z tego debiutu <3
Mój kochany pieseczek robił piękne vaulciki i na prawdę się starał! Wracając do tego ile zawsze widzę braków na zawodach - overy. Są straszne, nie wiem czy to nawet już overami można nazwać:P
Ale po zawodach zaczęliśmy z tym walczyć i widać poprawę:) Niestety ja wszystko zepsułam, bo zaczęłam mu strasznie nisko rzucać i nie zwracałam na to uwagi, do teraz. Dla porównania dwie fotki - 2014 vs. 2016
Widać ogromną różnicę. Chyba napiszę książkę - "Jak popsuć naturalny talent w 1,5 roku":P
Dziękujemy wszystkim dopingującym za wspaniały doping!<3 Tak, było Was słychać <3
Dziękuję również za przepiękne foteczki!!! Nadal nie mogę się na nie napatrzeć <3
W ramach zakończenia - udało nam się dostać na listę główną na Puchar Bursztynowego Psa! Bardzo się cieszę, ponieważ byłam na rezerwie bodajże 53 i 54.
Jestem też w trakcie pisania recenzji Flexi Vario System, więc bądźcie czujni!
Myślę, że wystarczy tego wstępu. Nie będę opowiadać o jakichś pierdołach, dlatego zacznę od kolejnej próby samobójczej Codyego. Na początku po prostu wymiotował, w sumie wszystkim co spożył - nawet wodą. Niestety los tak chciał, że przez to nie mogliśmy wystartować na Annówka Cup:( Myślałam, że to tylko jakies zatrucie i rano będzie ok, ale okazało się, że jednak, więc szybko do weterynarza, pies na kroplówce. I tak te kroplówki ciągnęły się przez ponad tydzień.
Początkowo podejrzenie zapalenia trzustki lub ciało obce, tak wskazywały wyniki badania krwi. Byłam wtedy sama i niestety nie miałam tyle pieniędzy, żeby od razu zrobić usg lub kontrast. Uruchomiłam znajomości i kolejnego dnia kontrast, na którym nie było jeszcze wtedy widać co w nim siedzi, więc był leczony na zapalenie trzustki. Cały czas na kroplówkach, bez jedzenia. Kontrast przez parę dni stał w miejscu, a po 3h u zdrowego psa powinien przejść przez cały układ pokarmowy.
Nadeszła decyzja na golenie brzucha i usg. Usg wykazało, że jelita prawie w ogóle nie pracują, a w jednym miejscu są mocno powiększone z jakąś treścią pokarmową, więc pies na stół...Nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy...Z Kłody lekarze wyciągnęli pestkę brzoskwini, które utkwiła w jelicie:P Trochę szczęście w nieszczęściu, bo gdybyśmy zwlekali z otwieraniem go, mogłoby dojść do perforacji jelit.
Głupi ma szczęście albo diabli złego nie biorą:P
Oczywiście kolejny czas oczekiwania na ściągnięcie szwów oraz rekonwalescencja, ale Cody wraca już do formy w nowej stylówce!
Koniec już ze smuteczkami! Czas wrócić do Latających Psów w Poznaniu. Nowa formuła Updog okazała się bardzo przyjemna! Razem z Esterą trochę cykałyśmy i nie ogarniałyśmy nic z nowego regulaminu, ale przyjęłyśmy nowe reguły bardzo miło. Na prawdę podoba mi się taka formuła, bardziej w stylu zabawy niż współzawodnictwa. Nie odczuwałam żadnej presji a propo startu, nie wiem, może to moje podejście, a może jednak Updog mi w tym pomógł? ;)
![]() |
| fot. Klaudia Szymańska |
| ||
| fot. Kinga Tomczyk |
![]() |
| fot. Fotografiapodpsem.pl |
![]() |
| fot Agata Łapińska |
Ale po zawodach zaczęliśmy z tym walczyć i widać poprawę:) Niestety ja wszystko zepsułam, bo zaczęłam mu strasznie nisko rzucać i nie zwracałam na to uwagi, do teraz. Dla porównania dwie fotki - 2014 vs. 2016
![]() |
| fot. Natalia Śliwińska |
![]() |
| fot. Tomasz Mońko |
![]() |
| fot. Tomasz Mońko |
Dziękuję również za przepiękne foteczki!!! Nadal nie mogę się na nie napatrzeć <3
W ramach zakończenia - udało nam się dostać na listę główną na Puchar Bursztynowego Psa! Bardzo się cieszę, ponieważ byłam na rezerwie bodajże 53 i 54.
Jestem też w trakcie pisania recenzji Flexi Vario System, więc bądźcie czujni!
czwartek, 31 grudnia 2015
Nowy rok, nowa energia!
Hmm...od czego by tu zacząć...najlepiej od początku!
Wraz z otwarciem tego roku rozpoczęłam z Codym przygodę w klasie Open i już podczas debiutu zdobyliśmy 2 miejsce(szkoda, że bez łapki!). Przez cały sezon udało nam się zdobyć dwie łapki, trochę fotek na podium też wleciało i zaliczyliśmy nasze pierwsze i ostatnie eoj - european open junior:)
W trakcie sezonu agilitkowego zaliczyliśmy również spadek formy, a nawet dwa. Cody wystraszył się huśtawki do tego stopnia, że nawet zauważalny był strach na kładce...ale przetrwaliśmy!
Następną przeszkodą było jego widoczne zwolnienie na zawodach. Na treningach super! Popylał i nadal popyla jak dziki, ale na zawodach ewidentnie coś mu nie pasowało i nie był sobą...Również udało nam się z tym zwyciężyć, dzięki temu na zawodach w bydgoszczy mieliśmy 6 miejsce w jumpingu open!
Z Vento w tym roku mieliśmy debiut i w zerówkach i w openach. Pierwszy start w zero zaowocował pierwszym miejscem w jumpingu:D A pierwszy start w open...pierwszym miejscem w egzaminie:D Takie dzielne dziecko! Jeszcze w wielu sprawach musimy się wspólnie dotrzeć, ale chyba idziemy w dobrym kierunku:D
W tym roku zaliczyliśmy też pierwsze podróże pociągiem! Nie sądziłam, że moje pieski aż tak super to ogarną:) Jednak odpowiednia socjalizacja robi swoje.
Zdrowotnie nie było zbyt kolorowo. Zaczynając od mojego zerwania więzadła, byłam wykluczona z biegania na około 2 miesiące, albo nawet 3? Nie pamiętam dokładnie:P Cody zjadł w tym roku sporo niebezpiecznych rzeczy i szczerze...CUD, że żyje:P Jednak złego diabli nie biorą:P Vento w tym roku przeszedł kastracje i kolejna przerwa w bieganiu(tym razem nie u mnie).
Działo się tyle rzeczy, że jakbym miała je wszystkie opisywać to zajęłoby to co najmniej paręnaście stron. Chciałoby się powtórzyć to jeszcze raz! Mam nadzieję, że przyszły rok będzie tak samo świetny albo nawet jeszcze lepszy! Musi być lepszy! :D
Odwiedziliśmy sporo miejsc, spotkaliśmy wiele ludzi i psów, przeżyliśmy sukcesy, ale też porażki, które patrząc z perspektywy czasu nie były takie złe, bo bardzo dużo wniosków z nich wyniosłam. Zawsze trzeba iść do przodu i nie obracać się do tyłu!:) Szkoda, że czasem się o tym zapomina i zdajemy sobie z tego wszystkiego sprawę jak już jest za późno. Problemy zawsze były, są i będą, ale trzeba stawiać im czoła i nigdy, przenigdy się nie poddawać. Dotyczy to zarówno agility, frisbee, obedience, jak i życia osobistego:P
Dziękuję bardzo osobom, które przy mnie trwały przy najlepszych, ale i przy tych gorszych chwilach, że znosiliście moje małe foszki albo i nie małe...:P Wiecie na pewno, że to o Was chodzi! Dziękuję za to, że byłyście i jesteście. Za każde najmniejsze i największe wsparcie, dopingi i spędzony wspólnie SUPI czas <3 Mam nadzieję, że wiecie, że jesteście najlepsze!!!
A teraz przeżyjmy to jeszcze raz!
Wszystkim życzymy szczęśliwego nowego roku! Spełnienia tych dużych i tych małych marzeń, każde jest ważne! Wytrwałości w dążeniu do celów. Samych sukcesów i siły na rozwiązywanie problemów(oby było ich jak najmniej) oraz oczywiście zdrówka!
Wraz z otwarciem tego roku rozpoczęłam z Codym przygodę w klasie Open i już podczas debiutu zdobyliśmy 2 miejsce(szkoda, że bez łapki!). Przez cały sezon udało nam się zdobyć dwie łapki, trochę fotek na podium też wleciało i zaliczyliśmy nasze pierwsze i ostatnie eoj - european open junior:)
W trakcie sezonu agilitkowego zaliczyliśmy również spadek formy, a nawet dwa. Cody wystraszył się huśtawki do tego stopnia, że nawet zauważalny był strach na kładce...ale przetrwaliśmy!
Następną przeszkodą było jego widoczne zwolnienie na zawodach. Na treningach super! Popylał i nadal popyla jak dziki, ale na zawodach ewidentnie coś mu nie pasowało i nie był sobą...Również udało nam się z tym zwyciężyć, dzięki temu na zawodach w bydgoszczy mieliśmy 6 miejsce w jumpingu open!
Z Vento w tym roku mieliśmy debiut i w zerówkach i w openach. Pierwszy start w zero zaowocował pierwszym miejscem w jumpingu:D A pierwszy start w open...pierwszym miejscem w egzaminie:D Takie dzielne dziecko! Jeszcze w wielu sprawach musimy się wspólnie dotrzeć, ale chyba idziemy w dobrym kierunku:D
W tym roku zaliczyliśmy też pierwsze podróże pociągiem! Nie sądziłam, że moje pieski aż tak super to ogarną:) Jednak odpowiednia socjalizacja robi swoje.
Zdrowotnie nie było zbyt kolorowo. Zaczynając od mojego zerwania więzadła, byłam wykluczona z biegania na około 2 miesiące, albo nawet 3? Nie pamiętam dokładnie:P Cody zjadł w tym roku sporo niebezpiecznych rzeczy i szczerze...CUD, że żyje:P Jednak złego diabli nie biorą:P Vento w tym roku przeszedł kastracje i kolejna przerwa w bieganiu(tym razem nie u mnie).
Działo się tyle rzeczy, że jakbym miała je wszystkie opisywać to zajęłoby to co najmniej paręnaście stron. Chciałoby się powtórzyć to jeszcze raz! Mam nadzieję, że przyszły rok będzie tak samo świetny albo nawet jeszcze lepszy! Musi być lepszy! :D
Odwiedziliśmy sporo miejsc, spotkaliśmy wiele ludzi i psów, przeżyliśmy sukcesy, ale też porażki, które patrząc z perspektywy czasu nie były takie złe, bo bardzo dużo wniosków z nich wyniosłam. Zawsze trzeba iść do przodu i nie obracać się do tyłu!:) Szkoda, że czasem się o tym zapomina i zdajemy sobie z tego wszystkiego sprawę jak już jest za późno. Problemy zawsze były, są i będą, ale trzeba stawiać im czoła i nigdy, przenigdy się nie poddawać. Dotyczy to zarówno agility, frisbee, obedience, jak i życia osobistego:P
Dziękuję bardzo osobom, które przy mnie trwały przy najlepszych, ale i przy tych gorszych chwilach, że znosiliście moje małe foszki albo i nie małe...:P Wiecie na pewno, że to o Was chodzi! Dziękuję za to, że byłyście i jesteście. Za każde najmniejsze i największe wsparcie, dopingi i spędzony wspólnie SUPI czas <3 Mam nadzieję, że wiecie, że jesteście najlepsze!!!
A teraz przeżyjmy to jeszcze raz!
Wszystkim życzymy szczęśliwego nowego roku! Spełnienia tych dużych i tych małych marzeń, każde jest ważne! Wytrwałości w dążeniu do celów. Samych sukcesów i siły na rozwiązywanie problemów(oby było ich jak najmniej) oraz oczywiście zdrówka!
czwartek, 26 listopada 2015
Jesienna depresja(?)
Taak, jesienna depresja...chyba i mnie dopadła. To by tłumaczyło brak jakichkolwiek wpisów tutaj ostatnimi czasy. Coś tam napiszę na fanpejdżu, dodam jakieś zdjęcie, ale jednak to nie to samo co możliwość wyżycia się humanistycznie na blogu:P Niestety ostatni rok w liceum w tym nie pomaga. Nie dość, że blog na tym cierpi to jeszcze moje pieski! Na trening czy długi spacer rzadko mogę znaleźć czas, na pewno nie w takiej częstotliwości w jakiej mieli zapewnianą rozrywkę w wakacje...Staram się to jakoś pogodzić i teraz idzie mi o wiele lepiej niż we wrześniu. Szkoda, że już dni są krótsze:P
Wieczorami zdarza nam się męczyć mięśnie. Biorąc pod uwagę, że winter is coming należy dbać o figurę podwójnie! Dla mnie oczywistym jest, że nie można tego robić codziennie, więc pozostaje pytanie, co robić w pozostałe wieczory?...sztuczki...na samą myśl mnie skręca!:P Nienawidzę klikać, ale chyba będę musiała to polubić, bo sztuczki w wielu aspektach się przydają:)
21-22 listopada w Jarużynie odbyły się nasze ostatnie oficjalne zawody. Nie będziemy startować do odwołania(na pewno do początku czerwca 2016:P) Moi drodzy, były to zawody egzaminacyjne, czyli biegaliśmy aż 5 egzaminów(z jednym psem:P)Nigdzie nie wspominałam, że startowałam w A1 już z dwoma psami? Jeżeli nie, to właśnie mówię:D
Od otworzenia zapisów miał startować tylko Cody, bo Vento jeszcze nie gotowy, bez sensu się spieszyć, zadebiutujemy w A1 w przyszłym roku. Żyłam z taką myślą dopóki coś mnie nie tknęło tydzień przed zawodami. Tak jak napisałam, tydzień przed zawodami podjęłam decyzję i udało mi się zapisać mojego czekoladowego piczbula na pierwsze zawody, w których będzie biegał w A1! Cody też debiutował w Jarużynie w Open, więc trzeba podtrzymać tradycję:)
Zaczynając od Kłody, muszę powiedzieć, że bardzo ładnie biegał! Zapierdzielał aż miło! Dwa biegi w sobotę nas pokonały, a raczej slalom pokonał Codyego, bo uparcie próbował wchodzić w niego złym barkiem. Jeden bieg w sobotę był ogromną nadzieją na łapkę, wszyscy się cieszyli do czasu aż nie wystawili wyników. Mieliśmy 1,88s po czasie... Trochę smuteczek, bo wcale się nie wlókł, więc zrozumiałabym gdyby biegał albo raczej szedł po torze, tak jak w wakacje. No trudno.
W niedzielę rano Cody mnie przeraził, biegł wolniej niż w sobotę, ale to normalne, że ten pies czasem biega wolniej czasem szybciej:P ALE! Zrzucił chyba z 4 tyczki i zamiast wejść w tunel, walnął głową w numerek...może i jest to śmieszne, ale on nigdy nie zrzuca. Zaczęłam się trochę martwić, może coś go boli...a może nie widzi przeszkód... Na szczęście nadszedł czas ostatniego biegu i pocisnęliśmy!!! Druga łapka do A2 i PIERWSZE miejsce!!!:D Jeszcze jedna łapka i będziemy popylać w dwójeczkach!
Podsumowując, sobota: 2xdrugie i 3 miejsce, niedziela: łapka i 1 miejsce! :D :D
Nie żałuję ani trochę, że zapisałam Vento na te zawody, wyszło wiele rzeczy nad którymi musimy popracować. Jestem z niego bardzo zadowolona, bo ładnie biegał. Na treningach biega zupełnie inaczej, ale widać na filmikach, że z biegu na bieg obydwoje coraz bardziej siebie nawzajem ogarnialiśmy. Pierwszy bieg to była totalna porażka i impreza na torze:P Biegaliśmy po zupełnie odległych od siebie tęczach. Tak samo jak Cody, Ventyl chyba w dwóch biegach próbował wejść w slalom od drugiej strony.
Drugi już trochę lepiej, ale za to nie popuściłam mu i poprawialiśmy kładkę i palisadę. Bardzo ładnie zrobił huśtawkę i slalom. Trzeci sobotni bieg prawie byśmy ukończyli bez disa! Było tak pięknie, dopóki nie zaczęłam się cieszyć, że jestem tak blisko końca i nie przypilnowałam pieska:P Więc nigdy nie cieszcie się przedwcześnie!:P
W niedzielę rano mieliśmy pierwszego nie disa i 9/32, zrzucił dwie tyczki i źle wszedł w slalom. Ostatni niedzielny bieg...najpiękniejszy...jeden błąd...nie zaliczona druga strefa na palisadzie(była w torze dwa razy)...PIERWSZE MIEJSCE!!!! Nie poleciała żadna tyczka!!! Udany debiut i to bardzo!
Ogólnie tory były trudne jak na jedynki. Ciężkie kąty, takie rzeczy z reguły biegamy na treningach albo obozach. Porównując z torami, które już wcześniej biegałam, niektóre z nich były zbliżone do torów Openowych:P Początkujące pieski nie miały łatwo, dlatego jestem podwójnie dumna z Sufleta.
Udało nam się też zobaczyć czekoladową siostrę po latach! Obydwa czekoladowe potwory debiutowały w A1:)
Wieczorami zdarza nam się męczyć mięśnie. Biorąc pod uwagę, że winter is coming należy dbać o figurę podwójnie! Dla mnie oczywistym jest, że nie można tego robić codziennie, więc pozostaje pytanie, co robić w pozostałe wieczory?...sztuczki...na samą myśl mnie skręca!:P Nienawidzę klikać, ale chyba będę musiała to polubić, bo sztuczki w wielu aspektach się przydają:)
![]() |
| fot. Zuzanna Musialik Photography |
![]() |
| fot. Zuzanna Musialik Photography :* |
![]() |
| fot. Zuzanna Musialik |
W niedzielę rano Cody mnie przeraził, biegł wolniej niż w sobotę, ale to normalne, że ten pies czasem biega wolniej czasem szybciej:P ALE! Zrzucił chyba z 4 tyczki i zamiast wejść w tunel, walnął głową w numerek...może i jest to śmieszne, ale on nigdy nie zrzuca. Zaczęłam się trochę martwić, może coś go boli...a może nie widzi przeszkód... Na szczęście nadszedł czas ostatniego biegu i pocisnęliśmy!!! Druga łapka do A2 i PIERWSZE miejsce!!!:D Jeszcze jedna łapka i będziemy popylać w dwójeczkach!
Podsumowując, sobota: 2xdrugie i 3 miejsce, niedziela: łapka i 1 miejsce! :D :D
Nie żałuję ani trochę, że zapisałam Vento na te zawody, wyszło wiele rzeczy nad którymi musimy popracować. Jestem z niego bardzo zadowolona, bo ładnie biegał. Na treningach biega zupełnie inaczej, ale widać na filmikach, że z biegu na bieg obydwoje coraz bardziej siebie nawzajem ogarnialiśmy. Pierwszy bieg to była totalna porażka i impreza na torze:P Biegaliśmy po zupełnie odległych od siebie tęczach. Tak samo jak Cody, Ventyl chyba w dwóch biegach próbował wejść w slalom od drugiej strony.
Drugi już trochę lepiej, ale za to nie popuściłam mu i poprawialiśmy kładkę i palisadę. Bardzo ładnie zrobił huśtawkę i slalom. Trzeci sobotni bieg prawie byśmy ukończyli bez disa! Było tak pięknie, dopóki nie zaczęłam się cieszyć, że jestem tak blisko końca i nie przypilnowałam pieska:P Więc nigdy nie cieszcie się przedwcześnie!:P
W niedzielę rano mieliśmy pierwszego nie disa i 9/32, zrzucił dwie tyczki i źle wszedł w slalom. Ostatni niedzielny bieg...najpiękniejszy...jeden błąd...nie zaliczona druga strefa na palisadzie(była w torze dwa razy)...PIERWSZE MIEJSCE!!!! Nie poleciała żadna tyczka!!! Udany debiut i to bardzo!
Ogólnie tory były trudne jak na jedynki. Ciężkie kąty, takie rzeczy z reguły biegamy na treningach albo obozach. Porównując z torami, które już wcześniej biegałam, niektóre z nich były zbliżone do torów Openowych:P Początkujące pieski nie miały łatwo, dlatego jestem podwójnie dumna z Sufleta.
Udało nam się też zobaczyć czekoladową siostrę po latach! Obydwa czekoladowe potwory debiutowały w A1:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































